Last night was a movie czyli G Eazy w Warszawie 25.08.16

Muszę stwierdzić, że mam szczęście do kupowania biletów. Z tym koncertem były podobne problemy. W chwili gdy dowiedziałam się, że G Eazy wystąpi w Polsce, byłam akurat na wykładzie z historii gospodarczej i moja radość na pewno zszokowała panią profesor, bo chyba nigdy nie spotkała się z tak żywą reakcją na swoich zajęciach. Nie mogłam uwierzyć, że wystąpi w moim kraju. Ale to pewnie zostało spowodowane wielką popularnością „Me, Myself & I” szczególnie wśród wielu moich znajomych na facebooku. Ja osobiście nie mam syndromu wielkiego fana i nie staram się udowodnić, że jestem z danym artystą od x lat, znam każdą piosenkę i nie lubię tych najbardziej popularnych. Uważam, że „Me, Myself & I” ma świetny tekst, bardzo szczery i osobisty. Jedyną rzeczą, która mnie denerwuje w tym utworze to dziwny angielski akcent Bebe Rexhy (nie wiem czy to się odmienia, przepraszam).


Zapisałam się na wydarzeniu na facebooku i jakiś czas potem nudząc się w bibliotece postanowiłam sprawdzić kiedy rozpocznie się sprzedaż biletów. Jak się okazało, kilka dni wcześniej wszystkie zostały wyprzedane. Nie mogłam się absolutnie pogodzić z tym, że przegapiłam to wszystko, więc napisałam do organizatorów z prośbą o przeniesienie koncertu do większej miejscówki, co na pewno zrobiło też wiele osób, bo efekt udało się osiągnąć. Potem, również z nie mniejszymi problemami, udało się w końcu kupić wymarzony bilet.

Na miejscu byłam już o 16:00 i bardzo się cieszyłam, że tak mało ludzi jest przede mną. Potem jednak przypomniało mi się, że są dwa albo nawet trzy wejścia, więc nie byłam już tak szczęśliwa. Czas oczekiwania minął w miarę szybko, chociaż momentami naprawdę ciężko było wytrzymać na tym słońcu. A czekając mogłam oglądać oczywiście mnóstwo dziewczyn, które dopracowały swój wygląd do perfekcji na ten wieczór, ale nie gorsi byli chłopcy. Wielu było takich, którzy fryzurą upodabniali się do G Eazy’iego. Tego się nie spodziewałam.

O 18:00 zaczęto wpuszczać ludzi i jak zawsze w tym momencie zaczęłam się denerwować, bo zacznie się walka o miejsce pod sceną. Było całkiem nieźle, jakieś trzy metry od sceny, niewiele wyższych ode mnie osób stało przede mną, więc na pewno nie miałam na co narzekać. Support miał wejść na scenę o godzinie 19:00 i przyznam szczerze, że lekkim nieporozumieniem była dla mnie długość występu supportu. Ponad godzina? To moim zdaniem zdecydowanie za długo, bo G Eazy miał dopiero wejść o 20:45. To była prawdziwa męka, żeby stać tak długo. Bo generalnie założenie jest takie, że ludzie głównie przychodzą na występ tej najważniejszej osoby, a support ma być tylko małą rozgrzewką. A tutaj te występy trwały mniej więcej po tyle samo. Dodatkowo jeszcze niektórym osobom widocznie bardzo się nudziło, bo postanowili zrobić coś w rodzaju ludzkiej fali. I to kilkukrotnie. Podejrzewam, że jakaś grupa osób zaczęła odbijać się od barierek, co spowodowało, że ludzie dosłownie kładli się na siebie. Strach pomyśleć, co by się działo, gdyby ktoś się w tym tłumie przewrócił. Wszystko z perspektywy Dj Gavora, pana supportującego, musiało wyglądać co najmniej komicznie. Wiele osób podzielało moje zdenerwowanie, a ja już naprawdę miałam ochotę po prostu stamtąd wyjść i oglądać koncert z trybun, ale ostatecznie mój brat mnie powstrzymał, bo słusznie stwierdził, że przecież nie po to tyle czasu stoimy pod sceną, żeby przed samym finałem zrezygnować. Stałam więc cierpliwie i znosiłam te dziwne zabawy. Myślałam, że przez to będę się fatalnie bawić na koncercie rapera, ale G Eazy absolutnie rozwiał moje wszelkie wątpliwości. To był najlepszy koncert na jakim byłam.

Wszystko zaczęło się od emocjonującego intro. Na wielkim ekranie został wyświetlony minifilm, który na pewno wszystkich niesamowicie rozochocił i dopiero w tym momencie ludzie zdali sobie sprawę, co tu się za chwilę wydarzy. A wydarzyło się wiele. Nie przeszkadzała mi nawet masa telefonów uniesionych do góry praktycznie w każdej sekundzie koncertu. Cóż, takie czasy. Publiczność była bardzo głośna, sam G Eazy był tym niezwykle zaskoczony, co podkreślał w swojej każdej wypowiedzi.


Raper zbudował wręcz fenomenalny kontakt z publicznością, dzielił się różnymi historiami i na pewno nie ograniczał się do zwykłego „thank you”. Jedna osoba, podejrzewam, że dziewczyna, miała takie szczęście, że G Eazy wziął jej telefon i nagrał snapa. Snapa wartego miliony. Oczywiście było oblewanie publiczności wodą, rzucanie pieniędzmi, a nawet ubraniami, bo na sam finał przed „Me, Myself & I” Gerald zdjął koszulkę, co wprawiło większość dziewczyn w histerię.
Mogliśmy usłyszeć między innymi „I Mean It”, „Tumblr Girls”, „Let’s Get Lost”, „Calm Down”, „Fried Rice” i wiele, wiele innych. Oprócz tego raper zaprezentował nam specjalny utwór, w którym otwarcie mówi o swoich poglądach. I robi to bardzo dobitnie. No bo dobitniej niezgody z polityką Donalda Trumpa, śpiewając „Fuck Donald Trump”, okazać się nie da. W niektórych piosenkach G Eazy zmieniał słowa, aby śpiewać o Polsce czy tak jak w „Tumblr Girls” o polskich dziewczynach. W pewnym momencie publiczność zgotowała tak wielki aplauz na cześć artysty, że ten aż się wzruszył, co było dla wszystkich niesamowitą chwilą. Zarówno dla niego, jak i dla nas. Był bardzo zdziwiony, że wszyscy chórem razem z nim rapowali każdą nawet niezbyt znaną szerszej publiczności piosenkę. To był wspaniały wieczór.

Po koncercie próbowaliśmy jeszcze walczyć o autografy, ale udało nam się tylko zbić piątki z współwystępującymi. Od ochroniarzy usłyszeliśmy tylko, że Gerald od razu po koncercie odjechał, ale wiadomo, że nikt za bardzo nie chciał w to wierzyć. Oczywiście niektórzy mieli większe szczęście, bo na Instagramie kilka osób pochwaliło się zdjęciem z G Eazym. Cóż, pozostaje tylko zazdrościć i ewentualnie próbować następnym razem. A ten następny raz G Eazy zapowiedział już podczas koncertu. Widać było, jak bardzo cieszy go granie dla polskiej publiczności. Poza tym udowodnił to także na swoim Snapchacie i Instagramie.




2 comments on “Last night was a movie czyli G Eazy w Warszawie 25.08.16

  1. Bardzo ciekawy artykuł! Zachęca do zapoznania się bliżej z dorobkiem artysty. :)
    Swoją drogą, faktycznie… dziwne te czasy, kiedy ludzie przychodzą na koncert niby spotkać kogoś na żywo, a cały czas filmują go telefonem…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *